Przecież problem pętelki tak łatwo rozwiązać i udowodnić ... - Do tego nawet nie potrzeba matematyki, wystarczą rachunki. Matematyka potrzebna by wyprowadzić wzory, a nie po to by nimi rachować. A mi się nie chce. - A co trzeba udowodnić? - Jak zwykle w nauce - przypuszczenia. A ja przypuszczam, że pętelka na minichronach powstaje wtedy gdy tachiony liczysz od chwili innej niż chwila zdeterminowanego początku obserwacji. Bo przed chwilą t00 niczego nie było (żaden sygnał do S jeszcze nie dotarł), a gdy liczysz od chwili t0 większej (późniejszej) od t00 to przegapiłeś to co jest w pętelce. To znaczy gdy zerową chwilą nie jest t00 ale jakaś późniejsza chwila t0. - Pętelka to przegapiona przeszłość. - Tak mi się zdaje. I może kiedyś to wyrachuję, gdy znudzi mnie gra w kierki. - Gdy nie chcesz pętelki, włącz zegarek gdy dotrze do ciebie pierwszy sygnał, czyli sygnał z punktu l00. - Zdaje mi się, że ja tak minichrony zbudowałem, takie wzory wymyśliłem, matematycznie. Ale to było 27 lat temu ... Współrzędną zdeterminowanego punktu początku obserwacji tachionu jednostajnego jest wzór (11). - A dla tachionu jednostajnie przyspieszonego może być różnie, zależnie od wartości przyspieszenia. Może nawet nie zawsze pierwszy sygnał dociera do S z punktu l00 , w tym przypadku będącego punktem startu tachionu, czyli w którym prędkość tachionu była 0 (zero), czyli tachion nie był jeszcze tachionem (nawet potem przez jakiś czas sygnały były od niego szybsze, go wyprzedzały, czyli był tardionem). Minichronę tardionową konstruują wzory inne niż tachionową. Ale wszystkie moje minichronowe wzory są w moim artykule z 1985 roku, który teraz ma tytuł Minichrony.
Prawdę mówiąc, to pisać o tym już też nie lubię, wolałbym o czymś nowym. Ale nowe trzeba wymyślić, a tego też już nie lubię. - A taki Eine na przykład, nie potrafi. Rozmiar kapeusza mu utrudnia a otoczenie nie zachęca. - Przypuszczam że w Salonie są sami bleblacze, filozofy wymyślające sztuczne problemy, bo z prawdziwymi sobie nie radzą.
Chodzi o pętelkę która pojawiła się u dołu minichrony tachionowej jednostajnej (β>1 const) wykreślonej Excelem przez me47, a wcześniej przez Dorotę. - Rysunek lewy (u mnie wygląda on tak - nie ma pętelki).
- Może ta pętelka pojawi się także w innych minichronach me47, może w tachionowych przyspieszonych.
Ale dostrzegłem jeszcze inną różnicę - dotyczy minichrony tardionowej jednostajnej. Mianowicie minichrony me47 nie mają wcięcia przy S, są gładkie, przenikają S łagodnie niezniekształconym łukiem. A u mnie jest wcięcie, jak między pośladkami (Rys.2), które prawdopodobnie zaostrza się, pogłębia i obraca, wraz ze wzrostem β i minichrona tardionowa coraz bardziej przez to upodabnia się do tachionowej. - Nie pamiętam, ale chyba tak to było ćwierć wieku temu. Ciekawe jakie byłyby minichrony luksonowe (β=1 czyli tylko const). Ja nimi chyba się nie zajmowałem. Nie pamiętam.* Uwaga. - Na prawym rysunku są 4 minichrony, każda w innym kolorze - wszystkie przecinają się wpunkcie S ale gładko, na żadnej nie ma wcięcia ani przegięcia.
Napisałem to tutaj zamiast w mailach omówić to z me47, bo z mailami żem się już pogubił - bo na moim dysku mam już śmietnik, niczego nie mogę znaleźć. - Maile można pisać w HTML, co daje większe możliwości, i równe, a tutaj me47 może tylko komentować. I dlatego na przykład nie może napisać r□ a ja tylko się domyślam że zamiast tego pisze rp. Ale pewności nie mam. - Ale w notce też nie można napisać r□ - ja to napisałem we FrontPage i potem tutaj skopiowałem. Bo edytor bloxowiska nie oferuje poziomego kwadracika, ale tylko taki rombik, karciane karo r◊ . W Excelu potrafię napisać tylko r□ ale w Excelu nadal jestem absolutnie niekumaty - bo kiedy mam się go uczyć, gdy na przykład tę notkę pisałem całą noc, a nawet dobę. Bo wiele ogromnych trudności było.
me47 - jeśli masz inną propozycję, to bardzo proszę. - A może ktoś inny coś zaproponuje, jakiś blogowy sposób wspólnego działania.
_________________________________ *Dopiero teraz, czyli o godz. 15-tej, zauważyłem wszystkie minichrony w tym dokumencie DOC - dotychczas wiedziałem tylko o 2 pierwszych obrazkach, dla β=0,5 i 08. A teraz zauważyłem że jest β=1 - o co prosiłem wyżej - oraz dla β=1,2 2,0 5,0 ... i dla różnych rp i l0 . Zaraz wszystkie obrazki wkleję do minichrony.blox gdy skończą się aktualizacje. - Ostatnie godziny instalowałem różne ważne aplikacje, czyli nie tylko fizyką żyję. To są niezwykłe minichrony. Fantastyczne! - Gdy zrobisz to dla minichron przyspieszonych, to już będzie to nowa epoka w fizyce. - A potem ułożysz wzory dla bardziej skomplikowanych przyspieszeń, a może wzory ogólniejsze. - Ale już teraz na te minichrony powinni rzucić się kwantowcy - zobaczyliby wiele tajemniczych "cząstek". Może także miony i taony, a przy wielkich przyspieszaniach, nawet rezonanse.
Niestety, następne godziny zmagałem się z komputerem. Przyznaję się ze wstydem. - Ja ostatnio prawie nie śpię, a jutro powinienem być wypoczęty bo muszę załatwiać inne sprawy - np. udać się do jednego sklepu, bo dwa razy skasowali z karty 57 zł a należało się tylko raz. - Stało się to 12 bm ale dopiero dzisiaj zauważyłem, bo wczoraj przelew dotarł do banku. I oto, okazuje się, już grubo po północy. Czyli już piątek. - Straszne.
Będzie on tylko o minichronach. A w ogóle to on będzie jeśli me47 swoją pracę z nimi będzie kontynuował - ja sam nie wytrwam, raczej będę grał w kierki. Bo dla mnie to już katorga - prawie wszystko muszę sobie przypomnieć (już ćwierć wieku trwa moja kwarantanna) a Excela muszę się nauczyć od nowa, bo go nigdy nie umiałem (nie używałem). No i nowy blox to inna technologia - muszę ją adoptować i adaptować, bo nie bardzo mi pasuje taka jaka jest. Ale jeśli ktoś zechce, to niech zajrzy pod adres minichrony.blox.pl. Zwłaszcza gdy interesuje go jak powstaje i znika antymateria. I dlaczego nawet w otoczeniu Einego słabnie wiara w to co trzeba. Dlaczego Eine przestał animalsować, we wszystkich osobach.
- Ale skąd ta pętelka w jednostajnej minichronie tachionowej (i pewnie nie tylko)? - Dociekamy tego w komentarzach.
Bo przecież prędkości się nie mierzy, ją się liczy. Prędkość jednostajną, zgodnie z definicją, liczy się dzieląc drogę przez czas (w jakim ta droga została przebyta). Czyli liczy się wzorem V=Δx/Δt. - U Einsteina nie ma czegoś takiego i może z tego powodu nie wiem czy droga podlega kontrakcji a czas dylatacji. - To znaczy nie ma o tym w jego artykule O DYNAMICE CIAŁ W RUCHU - tam jest tylko o składaniu (dodawaniu) prędkości, skądś znanych, może z telewizji. Wątpliwości moje pochodzą także stąd, że Einstein nie wspomina tam o skracaniu się drogi - kontrakcja występuje tam tylko dla ruchomego sztywnego pręta, na którego końcach umocowano zegary, zsynchronizowane relatywistycznie. Nie bardzo wiem po co, bo ja jego wzór na kontrakcję wyprowadziłem posługując się tylko jednym spoczynkowym zegarem, który trzymałem nieruchomo w ręce. A nawet nie - leżał on nieruchomo obok mnie, a nawet we mnie, bo na naszej wspólnej linii świata. - Zobacz. - Z tego powodu nie potrafię się zmusić do ponownego starannego przejrzenia relatywistycznie skomplikowanych bredni Einsteina. A jak ja liczę szybkość? - Z powyższej definicji ale z różnych wzorów, otrzymanych z tej definicji w różnych echolokalizacjach (różnymi sygnałami "duże C"). W echolokalizacjach eR i eT dla tardionów otrzymałem wzory:
- Dla tachionu eR wystarczy odwrócić powyższy wzór - powyższa znana szybkość grupowa VR zamienia się w znaną szybkość fazową
Dla tachionu eT wzoru nie podaję, bo go zapomniałem - zdaje mi się że gdzieś go tu już podałem, w którymś blogu. A może w mojej witrynie WWW.
Przepraszam, ale nie podaję linków do wszystkich detali - bo po co one komu.
Że "obalacze" nie biorą pod uwagę faktów doświadczalnych, na przykład że eksperymenty potwierdzają słuszność wzoru E = mc2. I Einsteina wzoru na relatywistyczny współczynnik Dopplera. - Ja tego nie podważam. Nie podobają mi się jednak relatywistyczne rozwinięcia tych wzorów, będących już jakąś ich interpretacją. - Nie zgadzam się z tym, że z prawdziwości tych wzorów wynika istnienie relatywistycznej szybkości βR , zawsze wolniejszej od światła, czyli nie podoba mi się relatywistyczna kinematyka. Czyli: - Czy SNAFU nie wie, że gdy eksperymenty potwierdzają relatywistyczny wzór Einsteina, to potwierdzają nie tylko jego relatywistyczne rozwinięcie
ale także moje klasyczne jego rozwinięcie
czyli że dowodzi to tylko że nie wiadomo jak jest naprawdę - czy eksperymenty potwierdzają że cząstki w akceleratorach poruszają się jak muchy w smole, z podświetlną szybkością VR , czy pędzą także z nadświetlną (tachionową) szybkością VT.
- Czy SNAFU naprawdę nie wie że istnieje już klasyczna interpretacja STW Einsteina, czy, jak Eine, udaje głupka? A nawet jeszcze bardziej. Bo ja wiem że istnieje także jej interpretacja relatywistyczna. - Czy to znaczy że ja wiem więcej?
Salon to, czy krypta, w katakumbach, z rozkładającymi się zwłokami bezrozumnej teorii, z pseudodiagramami?
PS. - Póki nie wiemy która prędkość jest prawdziwa, wiemy tylko że prędkości VR należy składać relatywistycznie, a prędkości VT , klasycznie, czyli po galileuszowsku. Bo inaczej nic nie będzie się zgadzało, czyli nie będzie "wewnętrznie niesprzeczne". Eksperymenty obliczą to co zechcesz, to znaczy to co zamówiono. - A co one mierzą? - Nie wiem. Ale przypuszczam że zupełnie co innego.
Einstein pozbawił świat opoki, przeniósł go na ruchome piaski, a ja przywróciłem mu solidne klasyczne fundamenty.
PS1. - Ale może można sprawdzić czy energia zależy od stanu dopplerowskiego, czyli od tego czy cząstka zbliża się do tarczy, czy się od niej oddala? - Czy tylko z jaką energią w tarczę uderzy ... - A może czy zależy od tego czy się do elektromagnesu zbliża, czy oddala?
A Einsteina wzór E = mc2 można rozwinąć nie tylko względem prędkości VR i VT bo także względem VP i VS , a nawet względem dowolnej.
Dodam jeszcze, że moje rozwinięcie jest słuszne dla tardionów - jak jest dla tachionów, nie wiem. Wiem tylko, z mojej kinematyki eT, że w jej wzorach tachionowych nie występuje współczynnik K ale tylko jego kwadrat, czyli iloczyn obu współczynników Dopplera, czyli współczynnik echa K2.
- Słucham już kilka godzin, w tle - tyle tak pięknej muzyki nigdy i nigdzie jeszcze nie było! Słucham kilka, a nawet więcej, godzin, i nie padło ani jedno słowo - sama muzyka! - Żadnych reklam ani wiadomości. - To program naprawdę tylko dla orłów. Chętnie bym nawet za niego płacił, ale nie za tę eklektyczną telewizję - tu poziom najlepszy na świecie, a w telewizji Wojewódzki. Ale to nie Wojewódzki mnie obraża - obraża mnie telewizja, Wojewódzkim.
A potem zajrzałem do Tebe. - To nasz pierwszy Admin, naprawdę przez duże A - bo nie tylko szef, ale najlepszy (gdyby nie on, to by nas, bloxowiczów, nie było). - A potem nas zostawił i zaczął uprawiać jakieś korzonki, czy inną rolę. - Na stronie Zacznij-od-informacji-prasowej jest link do jego książki (e-book) pt. INTERNET. To staroć z 1998, ale rewelacyjna - czyta się ją jak Agathę Christie. - Skopiowałem sobie tę książkę do mojego komputera, bo dostęp do niej w Internecie jest trochę zawiły. Chyba niepotrzebnie.
Według naszych obecnych pojęć możemy powiedzieć, że starożytni uważali iż atom jest cząstką fundamentalną - że nie jest złożony z cząstek bardziej elementarnych (nie dzieli się na nie). - Taki pogląd przetrwał do czasów nowożytnych, z tym że rozumiano iż atom jest najdrobniejszą cząstką pierwiastka (chemicznego) - że na przykład atomu (pierwiastka) rtęci nie można podzielić na mniejsze cząstki rtęci. - Ale wierzono w transmutację pierwiastków, czyli że na przykład rtęć można przemienić w złoto - w XX wieku takiej przemiany dokonano. [74/224].
Mnie się wydaje, że fizycy współcześni powinni rozróżniać rozpady, w których:
cząstka elementarna ale nie fundamentalna rozpada się na inne cząstki elementarne - tak jak, obecnie wiemy, atom rozpada się na jądro (związek nukleonów) i elektrony. Na przykład neutron rozpada się na proton i elektron. Przy czym, według naszej obecnej wiedzy, tylko elektron jest cząstką fundamentalną
cząstka, nawet fundamentalna, rozpada się na parę inna cząstka i jej antycząstka. - Na przykład foton rozpada się na parę elektron-antyelektron.
I wydaje mi się, że przynajmniej w drugim przypadku fizycy (współcześni) nie mają racji, bo według mnie to jeden nadsygnalny elektron, a nie foton, "rozpada się", w ogólności na kilka elektronów i antyelektronów oraz fotonów.
- Nie. - A przynajmniej nie ma takiej potrzeby. To znaczy my jej nie mamy - z naszego punktu widzenia jest to nawet niewskazane. - To nie czas ma być symetryczny względem zdarzeń (zjawisk), ale zdarzenia względem czasu - czas ma mieć nienaruszalną miarę, "strzałkę" zgodną z naszym instynktem, i innych zwierząt. Bo co z tego, że powiesz że czas płynie do tyłu - i tak będziesz myślał do przodu. Odwracanie czasu to tylko takie filologiczne ćwiczenia, których Świat w ogóle nie bierze pod uwagę a naszemu rozumowi szkodzą. - Bo na początku był Chaos ...
Na początku była pustka (przestrzeń) wypełniona błądzącymi kwantami działania - fizyki jeszcze nie było. Ale już wtedy trzeba było pomyśleć czym ma być kwant działania - momentem pędu, czyli wektorem, czy skalarem, czyli może modułem tego wektora. - Od tego wyboru zależy nasza fizyka, matematyczny opis świata. Po kilkunastu miliardach lat, stanowczo trochę za późno, wybraliśmy skalarny kwant h czyli nierozróżnialny - bo wszystkie h mają tę samą wartość (nadaną przez Plancka) i żadnego kierunku. - Średni stan takiej próżni (pustki wypełnionej kwantami - wszystko jedno czy skalarnymi czy wektorowymi) jest stanem zerowym - i nie potrzebuje czasu, bo idealny, absolutny chaos jest stanem absolutnie odwracalnym.* - Dopiero gdy pojawią się fluktuacje, zaburzające ten idealny zerowy chaos ... Gdy pojawi się ruch uporządkowany. Dopiero wtedy jest potrzebny czas.
Może jeszcze coś o tym napiszę, bo mam pewne (nie do końca sprecyzowane) pomysły.? - Ale prawdą jest, że nie lubię już precyzować - a filologiem nie chcę być.
______________________________________ *Bezstratne wahadło, w którym na przykład nie ścierają się łożyska, nie mierzyłoby czasu. - Zegar nie potrzebuje wskazówek - wystarczy odczytywać stan jego łożysk. A nawet dowolnego łożyska. Nawet stan dowolnego zmieniającego się zjawiska idealnie nieodwracalnego, dyssypatywnego (dysypatywnego).
Nawet na wesoło. Bo już mnie nie bawi jego naukowa ścisłość typu odpowiednio daleko, czy w swoim bezpośrednim otoczeniu. Pośmiałem się i teraz mnie to irytuje. - Albo jego definicja jednoczesności, "z założenia słuszna" - Einstein założył to w swojej najsłynniejszej pracy O ELEKTRODYNAMICE CIAŁ W RUCHU. Mam to w [18/124], czyli w książce 5 prac, które zmieniły oblicze fizyki, niestety. Dokładnie w połowie strony 124. - Według tytułu tamtejszej notki, jest to definicja równoczesności, a według jej treści, jest to przepis na synchronizowanie relatywistycznych zegarów, zaś według mnie jest to najwyżej definicja jednoczesności zdarzenia A z samym sobą - bo drugiego zdarzenia w tej "definicji" nie ma. - Ale raczej jest to definicja elementarnej echolokalizacji eR, zdarzenia A , prawie moje jej równanie echa. - Wspominałem już o tym w tym blogu w notce Ale-mimo-wszystko-ręce-mi-opadają (także teraz).
"... z fizycznego punktu widzenia w naszej teorii prędkość światła odgrywa rolę prędkości nieskończenie dużej."
I mi właśnie tak wyszło, dokładnie. Że gdy na przykład wzorem Einsteina obliczysz że relatywistyczna prędkość βR równa się 0,6 0,8 1 to wtedy "spoczynkowym" wzorem eT obliczysz klasyczną prędkość βT odpowiednio 1 2 i nieskończoność. Co w klasyczny sposób trywialnie wyjaśnia nieskończony wzrost masy w relatywistycznej barierze c - bo naprawdę wtedy "spoczynkowa" (klasyczna) prędkość jest nieskończenie wielka. O czym informuję nieustanie i bez powodzenia. Właśnie przez to mi ręce opadają.
Energia, nawet pyłku, rośnie do nieskończoności gdy do nieskończoności rośnie jego szybkość - energia rośnie, bo w ruchu rośnie jej część kinetyczna. - Ale masa się nie zmienia, pozostaje zawsze! spoczynkową mo , klasyczną. Póki nie zmienimy jej definicji, na przykład na m ≡ mo/K ale ja, na razie i osobiście, nie widzę ku temu wystarczającego powodu.
PS. - O Eine też nie chce mi się pisać, ale go mniej mi żal. A też tak pięknie jak Einstein wszystko tłumaczy, że też wszyscy to rozumią, grawitacyjne fale i dziury. Te śliczne wzory, i inne obrazki.
- taki artykuł w WiŻ napisał Stanisław Mrówczyński. Pozwala on poukładać sobie wstępne informacje o znanych leptonach: elektron, mion i tau, oraz ich neutrina. I jest tam taki obrazek:
Tak podczas zderzeń bardzo rozpędzonych elektronów i antyelektronów (pozytronów) powstają miony µ a gdy te elektrony i pozytrony rozpędzimy jeszcze bardziej, to zamiast mionu pojawi się taon τ , przy czym każde z nich jest cięższe od elektronu (pozytronu) - mion około 207 razy a tau około 3500 razy. To znaczy takie są masy spoczynkowe moμ i moτ tych nowych leptonów. - Ale prawdopodobnie nie zmierzono ich w akceleratorze, ale obliczono relatywistycznymi wzorami Einsteina. - Masy rozpędzonych elektronów tymi wzorami obliczono, domyślam się, jako co najmniej kilka milionów razy większe od tych mas spoczynkowych, a jeszcze bardziej od masy spoczynkowej elektronu czyli od moe. Ale gdy patrzy się na to przez minichrony to wydaje się to zabawne. I to tym bardziej im bardziej te elektrony są rozpędzone. Miony i taony może też.
Wydawało mi się, że moja teoria echolokalizacji jest ważniejsza, ale teraz zdaje mi się, że minichrony. - A gdyby jeszcze pooglądać minichrony cząstek rozpędzanych inaczej niż jednostajnie, z bardziej skomplikowanym przyspieszeniem ... Bo od przyspieszenia najwięcej zależy. Niestety, już dla ruchu jednostajnie przyspieszonego trzeba rozwiązywać równanie 3-ego stopnia, a potem je wykreślić, podstawiając liczby, a ja w owych latach miałem radziecki kalkulatorek który wszystko zapominał, bo bez przerwy wyłączała się mu bateria. Komputerów, z lekką przesadą można powiedzieć, wtedy jeszcze nie było. A teraz brak mi cierpliwości. Ale poczytam, wszystko od nowa. Ale teraz oglądam LEONA ZAWODOWCA - chcę mu dorównać (czytać i pisać już potrafię).
A od siebie dodam, że ten obrazek jest trochę domyślny - czegoś takiego nie widziano w żadnej emulsji. Choćby dlatego, że neutrina nie pozostawiają żadnych śladów.
Miała to być moja jedyna książka, a przynajmniej przewodnia - kilka innych książek, które też aż tak ważne mi się zdawały, miały stać się tej książki [5] uzupełnieniami. - W fizyka.blox założyłem nawet kategorię Książka [10] w której są tylko notki na tematy z niej wyrwane - miało być tych notek wiele, a nawet już tylko one. - Niestety, ja tak nie potrafię. - Nawet teraz szukając w jej skorowidzu hasła mion, bo on teraz znów dla mnie najważniejszy, a nawet zawsze, "po drodze" znajdowałem hasła nie mniej ważne, w tym neutrino. I na wskazane strony zaglądałem. Się rozpraszałem. Nie potrafiłem sobie odmówić. Neutrino i mion ... - Od dawna uważam że to cząstki obecnie dla fizyki najważniejsze, nawet gdy nie istnieją, a zwłaszcza wtedy, i tylko nimi powinienem się zajmować. - Przecież ich istnienie uzasadnia moja fizyka, zwłaszcza minichrony wyjaśniają ich rodowód i cechy. Na przykład dlaczego spotykamy prawie same neutrina (antyneutrin jest bardzo mało) i dlaczego neutrina są tylko lewoskrętne (wszystkie antyneutrina są prawoskrętne). - Przyczyna jest ta sama: bo antymaterii jest bardzo mało, i szybko się rozpada. A jej zegary, i spiny, obracają się do tyłu. I płyta patefonowa w akustycznym antysamolocie - do takiego wniosku dojdzie współczesny fizyk słuchający jej muzyki na Ziemi.* - Właśnie to, tego przyczyny, pokazują moje minichrony i moje "radary".
W związku z powyższym będę pisał już tylko o tym ...
- Ta książka jest genialna!
Ale dlaczego nie ma w niej nic o mionach i tau?
_______________________________________ *I uzasadniłby to funkcją ψ=d2s/dt2 - wtedy dynamika nie byłaby potrzebna, czyli masy, pędy i energie, których tak naprawdę żaden akcelerator nie potrafi zmierzyć. Kolejny kłopot spadłby z fizyki - a akceleratory i tak by pracowały. Dzięki funkcji psi. I renormalizacjom.
I inne arcydzieła. - Wczoraj były filmy PIANISTA i WSZYSTKO O MOJEJ MATCE a teraz będą powtórzone, o godz. 0:55 i 1:50. - Nie bądź głupi, obejrz - koniecznie! A ja obejrzę POTĘGA OBRAZU, dokument o tej faszystce, Leni Riefenstahl.
A ciepłota? - W Katowicach 31 C w cieniu a u nas nadal 32 czyli jeszcze gorzej. - Tak ma być przed i po południu. Ale o godz. 8 było 17 C, w cieniu. - W słońcu nie widać, bo Słońce w oczy świeci.
Nadal podczas budzenia się nawiedzają mnie genialne myśli. Podczas zasypiania już nie, a w latach 80/90 takie pomysły pojawiały się kaskadami w półśnie zasypiania i budzenia. I szybko znikały, nie zdążały zapisać się w mojej pamięci, najwyżej jeden, a i on niekompletnie - musiałem jego szybko zanikające ślady szybko zanotować. - Teraz zasypiam i budzę się bez tej burzy w mózgu, ale po przebudzeniu relaksowo wyłania się pomysł dający szansę rozwiązania jakiegoś nurtującego mnie problemu, a nawet będący jego rozwiązaniem. Zdarza się także, że ten pomysł powstał bez powodu, bez problemu, że dotyczy sprawy całkiem nowej, o której nigdy nie myślałem, a może którą całkowicie zapomniałem. Ale problem mionu nurtuje mnie od zawsze, a na pewno od tamtego czasu - podejrzewam że mion jest elektronem którego masę i szybkość błędnie oszacowano. Nie mogę tego udowodnić bo nie posiadam potrzebnych danych, najlepiej z dokładnym opisem eksperymentu w którym tę masę "zmierzono" (obliczono), bo w literaturze znajdowałem tylko tyle by "się zgadzało", czyli by udowodnić tylko to, że i to się zgadza, czyli że "wszystko się zgadza", w fizyce współczesnej. W tym wypadku, że energia spoczynkowa mionu jest rzeczywiście większa od masy elektronu, a nawet że masa spoczynkowa mionu jest większa od spoczynkowej masy elektronu, dokładnie około 207 razy. Oczywiście korzystając ze wzoru E=mc2. Oczywiście z jego relatywistycznego rozwinięcia a nie z mojego, neoklasycznego. - A ja tak nie chcę. Trudno rozpatrywać problemy związane z masą, energią i prędkością, a jeszcze trudniej wyobrazić sobie ich rozwiązania, póki nie wiemy czym jest masa i energia. A nie wiemy - na ten temat wiemy tyle co starożytni, a już jest potrzebna wiedza z głębszego poziomu, Bohma, już z poziomu próżni subkwantowej. Nie ma jej w książeczce FIZYKA RELATYWISTYCZNA napisanej przez wspomnianego w tytule tej notki, autora, ale jest tam na tyle bogaty zestaw danych, że może wreszcie problem mionu rozwikłam. Może po świętach, jeśli o nim nie zapomnę - bo mam tyyyle problemów ... Ale ta sprawa nie do tego bloga - na razie przenoszę ją do mojego brudnopisu. - A w fizyka.blox w notce Czy-mion-nie-jest-elektronem zacytowałem fragment ze wspomnianej książeczki. - Dokładnie zajmę się tym później, bo teraz grzmotami nadciąga burza, także grzmotami powracającymi do nieba.
Podczas pisania wspomnianej notki w fizyka.blox wpadło mi do głowy pytanie: Czy to że król jest nagi, nadal tylko ja widzę? Wiem, że już nie. - Tym bardziej szkoda.
PS. - Niestety, Wikipedia podaje nowsze dane, a wśród nich, że:
"Bez dylatacji mion poruszający się z prędkością bliską prędkości światła powinien rozpadać się średnio po przebyciu drogi około 660 m. Tymczasem na Ziemi obserwujemy miony wyprodukowane na wysokości kilkudziesięciu kilometrów nad jej powierzchnią. Wynika to z relatywistycznego wydłużenia czasu życia szybko poruszającej się cząstki."
Tu, że na wysokości kilkadziesiąt kilometrów nad Ziemią, a tam że około 10 km. - Tolerancja kilkaset procent. - Do kitu takie dane. Rachunki i eksperymenty wykonane z taką dokładnością udowodnią wszystko, nawet że Ziemia jest sześcianem. - Czyli nic z tego - takie eksperymenty niczego nie rozstrzygają. Każdy może głosić co uważa, z jednakową wiarygodnością. - Ta droga jest za bardzo "przypuszczalna". Taka fizyka.
Ale dzisiaj też nic nie będę robił, może nawet przedświątecznych zakupów, bo też będzie 30 C w cieniu, czyli spod dachu lepiej nie wychodzić. Także w następne dni. Żadnych jazd po chleb - musi starczyć to co jest na mojej ulicy, w odległości kilku kroków.
A SOSPIRI jednak jest najlepsze, a na pewno na codzień, w tle. A że ono tylko audio, to jako tło bardzo się nadaje, bez wizualnych strat. - Słucham i robię swoje. W ten sposób nawet nie wiem że mi tak pięknie na duszy. A jest. Wiem nawet dlaczego - bo śpiewa Cecilia Bartoli. Anielski śpiew. Nawet bpaczek czyli ąpij mnie rozweseliła, mimo że bez przerwy narzeka. Obawiam się, że słusznie. - Przywracam jej link, bp4444.blox, ale nie będę u niej komentował, bo to ją denerwuje. Mnie też. Nawet wentylator zakonserwowałem, bo trzeba zawsze, na otwarcie każdego sezonu. Taki typ. Ale innych wtedy nie było.
A po zakupy jednak pójdę, bo już ostatnią herbatę zaparzyłem. Do wieczora wystarczy. - W ogóle przestaję mieć co jeść. Chleb też się kończy a mleko się skończyło, jajka też. I w ogóle. - Wieczorem pójdę, może na półkach coś jeszcze będzie. Nie samą muzyką człowiek żyje ...
Ale chleba już nie ma. Ani bułek. Bo jest już późny wieczór.
- w słońcu 40 C w cieniu 30 a w izbie 26 a to już stan niebezpieczny dla aptekarstwa i komputera. - Wykaraskałem więc wentylator, niech dmucha. Ale bez niego tak cicho było ...
Ale nie mówmy hop - pamiętam majowe śniegi i lód pływający w trzcinach. - A ja skoczyłem do tego potrójnego punktu wody i nawet kataru nie miałem. A teraz ...
Huk naddźwiękowego samolotu pojawia się NIE wtedy gdy samolot przekracza prędkość dźwięku
lecz towarzyszy samolotowi poruszającemu się z prędkością już większą od prędkości dźwięku - napisali P.Pierański i W.Tomaszewski w FOTON 85, Lato 2004. - Ale co to znaczy "pojawia się", gdzie - przy samolocie (w źródle) czy już w odbiorniku, w uchu? I co to znaczy "towarzyszy" - jest wleczony przez samolot, czy jest nieustannie generowany, jako ciągle nowy huk? Dla kogo? Ja już w 1984 roku wyjaśniłem to dokładniej - że huk pojawia się dla konkretnego odbiornika gdy składowa prędkości samolotu skierowana do odbiornika wynosi c. - Pojawia się dla tego odbiornika, ale przy samolocie (przy źródle) - do odbiornika dotrze później, gdy dobiegnie do niego z tą szybkością c. A nawet nie huk lecz zaburzenie (fala), które dopiero w uchu huknie, a nawet dopiero w naszym mózgu. A na ekranie sonaru pojawi się jako plamka. A nawet dopiero w oku ... Zamiast tak nieprecyzyjnie pisać, lepiej od razu narysować minichronę. Albo chociaż takie obrazki.
PS. - Ale z kontekstu tego artykułu (tych autorów) domyślam się, że twierdzą oni, że obserwator usłyszy huk gdy dotrze do niego czoło fali uderzeniowej ("dziobowej"). - Ale czy oni nadal nic nie wiedzą o akustycznych antysamolotach? - Kim oni - fizykami czy fizjologami? - A może filologami?
Po napisaniu powyższego zauważyłem, że autorzy owi to poprzedzili takim tekstem:
"Samolot poruszający się z prędkością większą od prędkości dźwięku też ciągnie za sobą taką falę dziobową. Rysunek 2 pokazuje jej stożkowy kształt. Przecięcie stożka z powierzchnią ziemi jest parabolą. Parabola ta przemieszcza się z tą samą prędkością, z jaką porusza się samolot. Gdy dochodzi do nas - słyszymy huk."
- Z tego wynika, że huk (dźwiękowy) dotrze do ucha szybciej niż dźwięk. Ale to nic dziwnego, bo szybkość dźwięku zależy od szybkości źródła. Nawet gdy ośrodek tkwi nieruchomo, nie jest unoszony. - Gdy źródło jest tachionem, dźwiękowym (naddźwiękowym), na przykład płytą z muzyką, którą naddźwiękowy samolot ci przywiózł, to muzykę szybciej usłyszysz niż gdyby patefon grał ją na odległym lotnisku ;)) - A co by było gdyby samolot zostawił na nim swoją falę uderzeniową ... :)))
- Obrazek z omawianego artykułu. -
Linki do tego i do kilku innych artykułów, podał mi me47. Także do tego filmiku. Ale nie bardzo go rozumiem, bo słyszę jakieś szumy i inne dźwięki (prawdopodobnie też związane z pokazanym tam wybuchem) zanim fala uderzeniowa przyniosła swój huk. A przecież fala uderzeniowa jest naddźwiękowa, więc najpierw ją powinienem usłyszeć. - Tak jak samolot naddźwiękowy - najpierw huk a potem warkot (hałas silników) dwóch oddalających się samolotów; samolotu i antysamolotu ... - Ale tego także owi dwaj autorzy nie słyszą. A w informacji (w komentarzu) o pracy Sound insulation and sound radiation me47 napisał: "Kiedy fala przechodzi z jednego ośrodka do drugiego, o tym co zachodzi decyduje różnica impedancji tych ośrodków. Obowiązuje tutaj prawo Snelliusa." - Ja, wszechstronnie wykształcony elektryk (zawodówka, technikum i politechnika), musiałem zajrzeć do Google. Bo w zawodówce o tym nie było (chyba), w technikum, można powiedzieć, było tylko o niej, ale tylko w obwodach elektrycznych (prawdopodobnie), a na politechnice jej miejsce zajęła transmitancja, stosunek ogólniejszych operatorów. - Chyba tak można powiedzieć ... (a może ogólniejszych transformat). - Dlatego bardzo się teraz zdziwiłem gdy w Wikipedii przeczytałem: "Impedancja falowa (oporność falowa) - wielkość opisująca właściwości ośrodka lub układu przenoszącego falę biegnącą, będąca miarą oporu jaki ośrodek ten stawia drganiom podczas rozchodzenia się fali." - Ja nie wiedziałem, że impedancja jest w ośrodkach. Albo dokładnie o tym zapomniałem - przestałem kojarzyć. Oporność falowa ... - Przecież ją kochałem. Uważam że nie muszę przyznawać się do tego, że ja już niczego nie umiem, bo to widać, ale może nadal umiem myśleć, trochę inaczej, niezupełnie po akademicku, w końskich okularach, czyli w klapkach na oczach.
Gerarda. W tvp KULTURA, w Po-trochu-wyciagane-z-lochu. I może najpierw o tym: Ja niesłusznie Po trochu wyciągane z lochu kojarzę z powtórkami jakichś kabaretów, i nie włączam telewizora. Zapominam że to na przykład spotkania z artystami których bardzo lubię, także we wzruszających wspomnieniach. I dlatego dzisiaj też tylko przez przypadek włączyłem, na szczęście prawie od początku. Gerard Wilk - Witold Gruca - Stanisław Szymański - geniusze baletu. Najwyższa sztuka, z sensem i z najpiękniejszą muzyką. Ze szlachetnym gestem i kulturalną atmosferą. Także w rozrywce. Nie tylko w MIMETYZM. - Ale tym razem był to nareszcie hołd złożony Gerardowi Wilkowi. I jego historia, opowiedziana jego głosem i jego słowami, w długiej jego opowieści. - Szkoda że nie uzupełniono jej współczesnym posłowiem. Bo w Google za dużo o nim nie ma. - Ale to jest piękne.
Ta dziewczyna do niczego mi nie pasuje - niech pozostanie sobą
Nie będę wklejał jej fotografii do moich notek jako ilustrację moich myśli, bo jej myśli wydają mi się lepsze, odważniejsze, a jej zachowanie jest takie na pewno. To wspaniała dziewczyna. Poświęcam jej całą notkę. - A świat, zdobędzie sama.